Wspomnienia ogrzewają człowieka od środka. Ale jednocześnie siekają go gwałtownie na kawałki.
- Haruki Murakami
Dobrze pamiętam ten
dzień. Śmieję się za każdym razem, kiedy go wspominam: to
zdumienie w oczach matki, złość w głosie ojca... oboje chyba
myśleli, że robię sobie żarty. Chociaż sama przyznam, że
wówczas i ja nie byłam pewna, czy ktoś nie zrobił mi mało
śmiesznego dowcipu. Sowy! Pieczęcie rodem ze średniowiecza! I te
wykaligrafowane inkaustem litery... wszystko to zdawało się być
zupełnie nieprawdziwe.
A jednak – po pewnym
czasie pojawiła się kobieta ubrana tak dziwacznie, że można było
ją wziąć albo za wariatkę, albo za prawdziwą czarownicę.
Pamiętam, że zamknęła się na dłuższy czas z rodzicami w
pokoju, aż wreszcie oni, całkiem bladzi, pozwolili mi odejść wraz
z nieznajomą, która opowiedziała mi o świecie, o którym nigdy
nie marzyłam. Znaczy... marzyłam. Oczywiście, że tak. Ale ten, o
którym wówczas usłyszałam, był po tysiąckroć piękniejszy od
tego, który sobie wyobrażałam.
Opowiadała mi również
o szkole, do której miałam się udać. Tak, tak: wszystko zaczęło
się od listu przyniesionego przez sowę, opieczętowanego,
opatrzonego podpisem z zakrętasami. I od tej dziwacznej damy. A
później? Później wszystko się potoczyło. Szybciej niż mogłam
się spodziewać. Bo nim się zorientowałam, znalazłam się na
ulicy zwanej Pokątną, a następnie – z kufrem pełnym ksiąg z
zaklęciami, ingrediencji do eliksirów i zwojów pergaminu – w
nowiutkiej, czarnej szacie siedziałam w jednym z przedziałów
przepięknego, czerwonego Ekspresu Hogwart.
To tam dowiedziałam się
o tym, o czym czarownica nie zdążyła mi opowiedzieć: o domach,
Ceremonii Przydziału i całej reszcie. Co prawda, wówczas jeszcze
nie rozumiałam tego przezwiska, którym mnie obdarzono, kiedy
wyznałam, że moi rodzice nie wierzą w magię, ale już wtedy
zdawałam sobie sprawę, że nie będę chciała uczęszczać na
zajęcia ze znajomymi z pociągu.
Do tej pory pamiętam,
jakim zachwytem napełnił mnie widok szkoły, w której odtąd
miałam mieszkać. Owszem, tęskniłam za rodzicami. Wiedziałam, że
będę za nimi tęsknić... ale jednocześnie byłam tak
zafascynowana, że nie chciałam wracać do życia, które
prowadziłam przedtem. Już wówczas zdawałam sobie sprawę z tego,
że otwarte zostały przede mną drzwi: i miałam zamiar skorzystać
z tej szansy.
Tej nocy, pomimo
zmęczenia, nie byłam w stanie zasnąć z ekscytacji. Przez następne
siedem lat podobne noce zdarzały się bardzo często. Oczywiście,
nie zawsze było to spowodowane radością – czasami po prostu
uczyłam się do egzaminów lub też robiłam różne inne –
dozwolone czy też nie – rzeczy.
Ale dzisiejszą noc
przespałam jak niemowlę, chociaż po raz kolejny powróciłam do
tego zamku, by zacząć od nowa.
Nazywam się Aubrianna
Darcie Shirley. Niegdyś byłam Krukonką. A dzisiaj zaczynam swoje
życie jako nauczycielka w Szkole Magii i Czarodziejstwa w Hogwarcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz